Menu
Zamknij

14 minut. Historia legendarnego biegacza i trenera - Alberto Salazar od 20 88

E-booki

Opis

Londyn 2012. Na olimpiadzie Mo Farah zdobywa złoto na pięć i dziesięć tysięcy metrów, Galen Rupp - srebro na dystansie dziesięć tysięcy metrów. Ci dwaj rywale mają jednego trenera: jest nim Alberto Salazar. 14 minut to historia człowieka przepełnionego obsesją biegania. Autor szczerze opowiada o własnych sukcesach, ale i o błędach, dzięki którym udaje mu się dzisiaj tak poprawnie prowadzić do zwycięstw takich zawodników, jak Mo Farah czy Galen Rupp. Bohaterów, których w książce poznajemy jako korzystnie zapowiadających się biegaczy, dzisiaj świat darzy ogromnym szacunkiem za ich osiągnięcia. Warto wiedzieć, skąd przyszli i kto stoi za zwycięstwami najszybszych ludzi na świecie. W tej chwili to Salazar jest jedynym człowiekiem, którego naprawdę boją się Kenijczycy i ich menedżerowie. Krzysztof Dołęgowski, Akcja Polska Biega Alberto Salazar to biegowy szarlatan. Jak bowiem inaczej określić faceta, który jako żółtodziób rzuca sobie wyzwanie bycia najkorzystniejszym maratończykiem na świecie? On realizuje marzenie milionów. Bije rekord świata. Trzy razy z rzędu wygrywa maraton w Nowym Jorku, a aby urwać kilka cennych sekund w trakcie maratonu w Bostonie, na ostatnim odcinku decyduje się nie przyjmować żadnych płynów... Wszystkie sukcesy podpiera katorżniczą pracą,nieraz stąpa po kruchym lodzie i już w młodym wieku płaci za to otarciem się o śmierć. Po latach, będąc trenerem i aplikując swoim podopiecznym metody szkoleniowe ‒ tym razem opracowane naukowo, umiera naprawdę. Tak! Na czternaście minut jego serce przestaje pracować, brakuje pulsu, a przecież - zdaniem lekarzy - już po pięciu minutach bez oddechu i tlenu dochodzi w mózgu do nieodwracalnych zmian. Salazar tymczasem szybko ‒ po dziesięciu dniach! ‒ znów prowadził zajęcia swojej grupy biegowej. Młodym biegaczem, dzwoniącym tamtego pamiętnego dnia po ratunek dla swego trenera, był Galen Rupp, który jako pierwszy biały lekkoatleta po ćwierćwieczu, w trakcie igrzysk olimpijskich w Londynie wdarł się na podium biegu na dziesięć tysięcy metrów. Zwycięzcą tego biegu pozostał Brytyjczyk Mo Farah, w dodatku podopieczny Alberto Salazara. I już nawet to wystarczy, by szczerze rekomendować tę książkę. Paweł Januszewski i Krzysztof Łoniewski, PR III Polskiego Radia Ta książka jest trochę jak bieg górski. Alberto, ambitny do bólu dzieciak, a potem młody człowiek, trenuje mocniej, niż się da, i biega lepiej, aniżeli można - aż do trzech zwycięstw w maratonie w Nowym Jorku. Kiedy ma 25 lat, nie wie jeszcze, że za prędko wspiął się na szczyt. I iż trudniejsze będzie szukanie bezpiecznej drogi, żeby z niego zejść. W tej powrotnej drodze Alberto Salazara dotknie depresja długodystansowca, on sam odbędzie pielgrzymki do Medziugorie, wreszcie - zafascynuje go ultramaraton w Afryce. Pojawią się też podopieczni Salazara trenera, i to tacy, których oglądamy teraz zwyciężających na mityngach i igrzyskach olimpijskich. W tle zaś tych wydarzeń ‒ nieunikniona refleksja: czy warto wbiegać na szczyt za wszelką cenę? Czy warto ból traktować nie jak ostrzeżenie, a jak wyzwanie? Będzie wreszcie tytułowe czternaście minut. I nie chodzi tu o granicę, którą łamał Salazar w biegu na pięć tysięcy metrów, kiedy ustanawiał rekord Ameryki. Chodzi o granicę życia i śmierci. Książka, o której można pomyśleć podczas treningu. Wojciech Staszewski "Newsweek", Kancelaria Sportowa Staszewscy Salazar snuje urzekającą, pełną ciekawych szczegółów opowieść o nieśmiałym, chudym Kubańczyku z przedmieść Bostonu, który zostaje najkorzystniejszym maratończykiem swoich czasów. Po raz pierwszy otwarcie opowiada o burzliwych relacjach z ojcem, byłym towarzyszem broni Fidela Castro, który rozczarowany nowym porządkiem uciekł z ojczyzny. Opisuje swe pierwsze kroki na bieżni, gdy jako uczeń liceum trenował w odcieńch legendarnego Greater Boston Track Club. Pisze też szczerze o swej niezdrowej obsesji na punkcie treningu na przekór bólowi, o dramatycznych zwycięstwach w Nowym Jorku, Bostonie i Republice Południowej Afryki, o współpracy ze swoimi podopiecznymi Mo Farah i Galenem Ruppem, i wreszcie o tym, jak przeżycie własnej śmierci nauczyło go żyć. Kilkakrotny rekordzista świata w biegach długodystansowych o niepokaźny włos nie przegrał bowiem w wyścigu, którego nigdy nie brał pod uwagę: wyścigu życia z czasem. W 2007 roku serce Alberto Salazara zatrzymało się na czternaście minut. Powrócił z tamtej strony bez szwanku ‒ w dziesięć dni później znów trenował swych podopiecznych i przygotowywał ich do efektownych zwycięstw.

Opinie - 0 opinii

+ Dodaj opinię

Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.